Novel food — ochrona zdrowia czy hamulec rozwoju?

Stosy dokumentow, lupa i pieczatka na biurku, w tle szklo laboratoryjne.
Stosy dokumentow, lupa i pieczatka na biurku, w tle szklo laboratoryjne.

Novel food, w dużym uproszczeniu, to ustawa, którą Polska wprowadziła, przyjmując ją w całości z Unii Europejskiej. Ma na celu przeprowadzenie postępowania i rejestracji żywności, suplementów diety i produktów, które nie mają historii użycia przed 1997 rokiem. To tak w dużym skrócie.

Według mojej oceny jest to kolejny hamulec rozwoju — w tym przypadku nowych substancji na rynku europejskim. Dlaczego tak sądzę? Oceńcie sami.

Nowa substancja? Ale nie w Europie

Wszystkie przepisy, które mają chronić zdrowie i życie, są dla mnie w pełni zrozumiałe, ale mechanizm novel food nie jest tym mechanizmem. Załóżmy, że chcemy wprowadzić jakąś nową substancję na rynek. Weźmy na przykład NMN. Jest to związek wytworzony syntetycznie, którego jedną z funkcji — a przynajmniej takie wyniki przedstawiają publikacje naukowe — jest opóźnianie procesu starzenia przez ograniczenie czasu skracania sirutin. Ma dodawać więcej energii, ale nie tak jak kofeina, tylko z mitochondriów. Zanim związek został wprowadzony na rynek, został przebadany wielokrotnie pod względem bezpieczeństwa i opublikowano dziesiątki publikacji. Związek został wprowadzony na przykład na rynek USA i rynek azjatycki. Bez problemu można go już kupić w setkach krajów na całym świecie.

ALE NIE W EUROPIE, bo to novel food, czyli nowa żywność.

I teraz: co możemy zrobić, żeby wprowadzić go na rynek europejski?

Kosztowna rejestracja i wyłączność na sprzedaż

Musimy przejść procedurę bezpieczeństwa według wytycznych UE, czyli mimo publikacji mamy przeprowadzić masę badań i przejść proces rejestracji, który trwa od roku do kilku lat. Proces ten jest bardzo kosztowny — w przypadku CBD były to kwoty rzędu kilku milionów złotych. Czyli już rozumiemy, że na ten proces będą mogły sobie pozwolić tylko podmioty farmaceutyczne albo bardzo duże, bogate podmioty.

No ale przecież, jak jakaś firma udowodni, że substancja nie jest szkodliwa, to nie trzeba drugi raz tego udowadniać. Przecież już wiemy, że nie szkodzi, prawda?

OTÓŻ NIE. Unia Europejska uruchomiła mechanizm zachęcający podmioty do rejestracji tych produktów: mogą zastrzec swoje badania na przykład na 5 lat i dostają WYŁĄCZNOŚĆ na sprzedaż tej substancji, a wy dalej nie możecie jej sprzedawać.

Rozumiem, że ktoś wydał pieniądze, ale chyba mechanizm miał chronić zdrowie i życie, a nie działalność firm farmaceutycznych i dużych podmiotów zza granicy? Tym sposobem mamy na przykład NMN — środek, którego rejestrację właśnie kończą Chińczycy. Będziecie go mogli kupić przynajmniej 5 razy drożej, ponieważ już rozmawiałem z producentem i takie kwoty podał. Wy, jako firmy produkujące w UE, nie będziecie mogli sprzedawać tych surowców jako spożywczych.

Co na to polski Sanepid?

A no działalność Sanepidu miała skupiać się na ochronie zdrowia i życia, a stał się on aparatem represji na usługach UE. Będzie wam wytaczać postępowania, wycofywać produkty, najeżdżać waszą firmę pod pretekstem ochrony życia, zaglądać w wasze faktury: komu i co sprzedajecie. Bo wam nie wolno. Muszą pilnować dużych firm, żeby sprzedawały i zarabiały pieniądze. W przypadku NMN będą pilnować, żebyście kupowali chiński NMN — i to 5 razy droższy.

Konopie, CBD i historia spożycia

Co w przypadku, jeśli na przykład ludzie zawsze spożywali jakieś przetwory z roślin, takich jak konopie, ale przed 1997 rokiem nie wiedzieli, że jest tam CBD? Bo w sumie nie mieli w Polsce 200 lat temu laboratorium i Sanepidu, które mogłyby to sprawdzić. No, w tym przypadku też musicie udowodnić, że CBD, a nie konopie, było spożywane przed 1997 rokiem. Będzie to bardzo proste, prawda? No właśnie nie, bo żadnej z firm, które próbowały rejestrować CBD, nie udało się go zarejestrować, a poszły na to łącznie dziesiątki milionów.

A jeśli substancja pomaga zdrowotnie?

A co, jeśli będziecie chcieli zarejestrować substancję, a w trakcie okaże się, że nie tylko „uzupełnia niedobory”, ale również działa farmakologicznie, czyli w czymś wam pomaga zdrowotnie — na przykład w jakiejś chorobie? To też jej nie zarejestrujecie ani nie możecie o tym pisać, bo to już podlega rejestracji jako LEK. Tym sposobem powoli zabija się biznesy w Polsce i ziołolecznictwo, a tego wszystkiego pilnują nasi dzielni urzędnicy z Sanepidu za nasze pieniądze.

Dlaczego uruchamiam dział SANEPID

Postanowiłem uruchomić dział SANEPID i będę pisał regularnie o wszystkich nowych wyczynach Sanepidu, o pismach, które dostajemy, i o tym, jak na nie odpowiadać. Chcemy, żeby wam — sprzedawcom i użytkownikom — żyło się lepiej.

Jest dużo mechanizmów Sanepidu, z którymi się zgadzam, ponieważ nie można przypisywać substancjom działania, którego nie posiadają, i przepisywać magicznych leków na raka, wykorzystując naiwność ludzi w potrzebie. Ale też wiele działań nie ma dla mnie żadnego sensu. Są tylko dla wyrabiania norm i pokazania, gdzie jest wasze miejsce.

Niestety urzędnik może sobie napisać każdą głupotę, a wy musicie udowodnić, że jest nieprawdą. Problem w tym, że wy sami tego nie zrobicie i musicie korzystać z usług prawnika, a oni wynajmują prawnika za wasze pieniądze. I tu jest cała różnica.

No i różnica podejścia. Większość z nich jest wyrzeźbiona w systemie, który na każdym kroku pokazuje, że to my jesteśmy dla nich, a nie oni dla nas. Masa ludzi, którzy pracują w urzędzie i w dobie cyfryzacji według mojej oceny są zbędni, będzie chciała pokazać, że jeszcze jest potrzebna. A będą to robić waszym kosztem.

Michał Zieliński - Bio Haki

Świadome zdrowie zaczyna się od nauki i natury.

Jestem Michał Zieliński — tworzę zaawansowane nutraceutyki oparte na badaniach naukowych i praktyce biohackingu, pomagając świadomie wspierać zdrowie i długowieczność.

Na stronie BioHaki.pl dzielę się rzetelną wiedzą opartą na badaniach naukowych i praktyce biohackingu, pomagając świadomie zarządzać zdrowiem.

Zapraszam także do sklepu hextra.pl, gdzie znajdziesz starannie opracowane produkty stworzone z szacunkiem do organizmu i nauki.